Tag: szwecja

Wyjazd po renifery – cz. III

Opublikowano 08/02/2009 o godz. 02:34, autor: Bartek
Dzień czwarty (sobota).
Byliśmy na JokkMokk. Rewelacja. Puszczam na szybko trochę fotek, póki mam dostęp do szybkiego internetu w hotelu. Jutro rano ładujemy zakupione renifery i jedziemy w drogę powrotną.
Zanim dojechaliśmy na targ JokkMokk, odwiedziliśmy naszych Saami. Jako, że im się nigdy i nigdzie nie spieszy, godzinka poleciała od ręki na kawę i pogaduszki o tym i owym. Taki tryb życia ma swój niewątpliwy urok.  Przy okazji obejrzeliśmy co lepsze trofea hodowlane oraz zdążyliśmy załapać się na poranne karmienie łoszaków mlekiem.
To by� jeden z najwi�kszych byk�w w stadzie. Niestety - teraz wisi ju� tylko na �cianie. Poro�e stanowi uzasadniony pow�d do dumy Jurgena.

To był jeden z największych byków w stadzie. Niestety - teraz wisi już tylko na ścianie. Poroże stanowi uzasadniony powód do dumy tego hodowcy.

Ale �apczywiec... jakby m�g�, wessa�by z mlekiem butelk� wraz z karmi�cym

Ale łapczywiec... jakby mógł, wessałby z mlekiem butelkę wraz z karmiącym

Do JokkMokk mamy 200 kilometr�w. Droga zajmuje nam dobre 3 godziny, cho� ruchu nie ma wcale. Generalnie musz� doda�, �e za oknami jest pi�knie.

Do JokkMokk mamy 200 kilometrów. Droga zajmuje nam dobre 3 godziny, choć ruchu nie ma wcale. Generalnie muszę dodać, że za oknami jest pięknie.

Targ na JokkMokk pod pewnymi wzgl�dami nie r�ni� si� w og�le od przeci�tnego targowiska w Polsce. Gdyby tylko nie pewne szczeg�y... Kup pan renifera :)

Targ na JokkMokk pod pewnymi względami nie różni się w ogóle od przeciętnego targowiska w Polsce. Gdyby tylko nie pewne szczegóły... Kup pan renifera :)

Szokuj�ca akcja na rzecz zwi�kszania uwagi kierowc�w i wi�kszego poszanowania dla znak�w Uwaga - �osie.

Szokująca akcja na rzecz zwiększania uwagi kierowców i większego poszanowania dla znaków Uwaga - Łosie.

Tradycyjny str�j roboczy Saami mo�na naby� od r�ki. Kurteczka jedynie 200 euro, spodnie - nie pyta�em...

Tradycyjny strój roboczy Saami można nabyć od ręki. Jednak ceny nie zachęcają do kupna. Kurteczka jedynie 200 euro, spodnie - nie pytałem...

Portret z wilkiem :)

Portret z wilkiem :)

Sk�ry i wyroby sk�rzane to typowe zaj�cie Saami. Wyb�r ogromny: sk�ry z renifer�w, �osi, wilk�w, fok, r�wnie� z nied�wiedzia.

Skóry i wyroby skórzane to typowe zajęcie Saami. Wybór ogromny: skóry z reniferów, łosi, wilków, fok, również z niedźwiedzia.

Degustacja? Czemu nie. Sprzedawca zach�ca: szyneczka z renifera, stek z �osia, pol�dwica z nie wiem czego... Wszystko do kupienia na miejscu  - g��boko mro�one bez potrzeby jakiejkolwiek zamra�arki.

Degustacja? Czemu nie. Sprzedawca zachęca: szyneczka z renifera, stek z łosia, polędwica z nie wiem czego... Wszystko do kupienia na miejscu - głęboko mrożone bez potrzeby jakiejkolwiek zamrażarki.

Cz�owiek wygl�daj�cy jak Yeti sprzedawa� zabawki typu toporki, sid�a i pu�apki.

Człowiek wyglądający jak Yeti sprzedawał zabawki typu toporki, sidła i pułapki.

Saab cabrio z tapicerk� z bia�ych renifer�w? Czemu nie.

Jak nazywa się niedoścignione marzenie Szweda z północy? Saab cabrio z tapicerką z białych reniferów :) Renifery na tapicerkę się znajdą, ale kiedy tam jeździć kabrioletem...? Niezły kontrast.

Pan poszed� na zakupy, a Kropek zosta� przywi�zany do drzewa... :)

Pan poszedł na zakupy, a Kropek został przywiązany do drzewa... :)

Firma energetyczna Vattenfall znalaz� genialny spos�b na promocj�. Zorganizowali kilka takich ognisk i garnek gor�cego soku. Takie "gad�ety" przy ponad 20 stopniowym mrozie mia�o du�e wzi�cie i naprawd� na sta�e zakodowa�y mi skojarzenie Vattenfalla z przyjemnym ciepe�kiem.

Firma energetyczna Vattenfall znalazła genialny sposób na promocję. Zorganizowali kilka takich ognisk i garnek gorącego soku. Takie "gadżety" przy ponad 25 stopniowym mrozie miały duże wzięcie i naprawdę na stałe zakodowały mi skojarzenie Vattenfalla z przyjemnym ciepełkiem.

W drodze powrotnej zorganizowali�my sfotografowa� znak Uwaga - Renifery. Nie docenili�my jednak g��boko�ci zaspy.

W drodze powrotnej chcieliśmy sfotografować charekterystyczny dla regionu znak "Uwaga - Renifery". Nie doceniliśmy jednak głębokości zaspy.

Wyjazd po renifery – cz. II

Opublikowano o godz. 00:11, autor: Bartek

Dzień 3-ci (piątek).

Trzeci dzień naszej podróży. Nareszcie nie w trasie, lecz na miejscu.
Po śniadaniu jest chwila czasu na spacer i obejrzenie miasteczka przy słabym świetle dziennym. Mimo tego, że na ulicach spotyka się już ludzi, wydaje się, iż nadal dominującym nastrojem jest spokój i melancholia. Ludzie, których spotykamy, wydają się nie mieć innych zmartwień, niż to, czy w tym roku śnieg stopnieje już w kwietniu, czy dopiero w maju (ostatnimi laty, co wiąże się z postąpującym ociepleniem klimatu, podobno śniegu nie widać już w kwietniu, co wcześniej nie miało miejsca).

Robimy kilka zdjęć, odwiedzamy lokalny supermarket, niczym do muzeum wstępujemy też na chwilę do System Bolaged, czyli sklepu z alkoholem. Nie żeby coś kupić (zresztą – szwedzkie ceny alkoholu szybko by nas zniechęciły), ale z czystej ciekawości. W Szwecji alkohol można kupić jedynie w tej sieci państwowych sklepów, bardziej podobnych do apteki, niż do naszego monopolu. Sterylna czystość, na każdym kroku ulotki i plakaty uświadamiające na temat szkodliwości spożywania. Słabsze trunki (piwo, wino, itp.) dostępne na półkach do samoobsługi, mocniejsze – 40% i więcej – tylko za kontuarem, taki niebezpieczny towar podaje obywatelowi sam sprzedawca. Współczując Szwedom (takie ograniczenia w tej temperaturze wydają się niehumanitarne, choć z drugiej strony chyba właśnie dlatego takie środki ostrożoności), opuszczamy System Bolaged, mając nadzieję, że w razie gdyby pojawiła się taka potrzeba, nie będzie nam potrzebna recepta.

Rowery w klasycznym rozumieniu nie s� tu zbyt popularne. Za to doskonale sprawdzaj� si� takie wynalazki.

Rowery w klasycznym rozumieniu nie są tu zbyt popularne. Za to doskonale sprawdzają się takie wynalazki.

Pokusa by�a du�a, aby wystawionym do sprzeda�y pod sklepem "rowerem" zrobi� ma�� rundk�. W ko�cu kto kupuje pojazd bez jazdy pr�bnej... ;)

Pokusa była duża, aby wystawionym do sprzedaży pod sklepem "rowerem" zrobić małą rundkę. W końcu kto kupuje pojazd bez jazdy próbnej... ;)

Specjalnie dla tych, kt�rzy kolekcjonuj� zdj�cia radiowoz�w (a wiemy, �e s� tacy...). Nie spos�b nie zauwa�y� tej choinki.

Specjalnie dla tych, którzy kolekcjonują zdjęcia radiowozów. Nie sposób nie zauważyć tej choinki.

W południe jesteśmy umówieni na odwiedziny fermy reniferów. Jedziemy prawie 100 kilometrów na północny zachód. Na miejscu spotykamy czekających właścicieli. Oglądamy też zwierzęta, które są akurat na miejscu (hodowla reniferów w tych warunkach nie polega na trzymaniu ich w ogrodzeniu; większość z ponad 1000 należących do stada zwierząt włóczy się po okolicznych lasach, odwiedzając fermę tylko w celu dokarmienia się).
Naszego przewodnika tutejsi Saami znają od lat, ale my jesteśmy u nich po raz pierwszy. Po wstępnych uprzejmościach zapoznawczych wypytują nas, niby z czystej ciekawosci, po co nam renifery, co z nimi będziemy robić, jakie mamy warunki na naszej fermie, ile mamy ziemi, czy hodowaliśmy już zwierzęta i jakie, czym je karmimy, itp. Saami nie lubią sprzedawać zwierząt w niepewne ręce. Zdarzają się nierzadko przypadki odsyłania potencjalnych nabywców z przysłowiowym kwitkiem. Saami nie sprzeda rena komuś, kto jego zdaniem nie utrzyma go w odpowiedniej kondycji i zdrowiu (w takiej sytuacji woli, mając wybór, samemu przerobić go na mięso i skórę). Rozmowa jest bardzo miła. Chyba wypadamy nienajgorzej przed „komisją egzaminacyjną”, albo też decydujące znaczenie ma w praktyce udzielona nam rekomendacja. W każdym razie uzyskujemy zapewnienie, że renifery zostaną nam sprzedane. Prawdopodobnie udało się nam też nie popełnić żadnej gafy, o co jest w przypadku rozmowy z Saami nie trudno.  Przecież jako jedno z pierwszych pytań, jakie ciśnie się na usta w przypadku poznania jakiegoś hodowcy, jest pytanie o ilość posiadanych zwierząt. Na szczęście wiedzieliśmy już wcześniej, że zadać dla Saami wprost takie pytanie, to jak zapytać w naszych warunkach nowo poznanego człowieka o stan jego konta bankowego (niemniej, nieoficjalnie jest nam wiadomo, że ta hodowla liczy grubo powyżej 1000 sztuk zwierząt).

Zagadka za 100 punkt�w: kt�ry z nich nie jest Saami? ;)

Zagadka za 100 punktów: który z nich nie jest Saami? ;)

Wszystkie zwierz�ta na zdj�ciu to samice (w terminologii fachowej: krowy). Renifer jako wyj�tek w�r�d �wiata zwierz�t jeleniowatych nak�ada poro�e tak�e w przypadku samic (cho� znacznie mniejsze, ni� u samc�w - byk�w).

Wszystkie zwierzęta na zdjęciu to samice (w terminologii fachowej: krowy). Renifer jako wyjątek wśród świata zwierząt jeleniowatych nakłada poroże także w przypadku samic (choć znacznie mniejsze, niż u samców - byków).

Te sztuki nale�� do najlepszych kr�w w stadzie. Jak na samice, maj� bardzo rozwini�te poro�a.

Te sztuki należą do najlepszych krów w stadzie. Jak na samice, mają bardzo rozwinięte poroża.

Po wizycie na fermie zostaliśmy zaproszeni z wizytą do domu gospodarzy. Saami to przemili ludzie, nigdy nigdzie się nie spieszący i sprawiający wrażenie najspokojniejszych na świecie. Pora obiadowa.  Siadamy w kuchni, gdzie przyjemnie rozchodzi się zapach gulaszu z renifera (cóż powiedzieć… pychota!).
Po obiedzie opowiadamy o Polsce. Padają pytania, począwszy od tego,  czy Lech Wałęsa nadal aktywnie działa w polityce i co o nim dziś sądzimy, ile kosztuje w Polsce litr mleka, a ile zarabia budowlaniec, czy mamy już autostrady (ups… złożony temat…), skończywszy na tym, czy w polskich rzekach żyją łososie i w jaki głównie sposób w Polsce produkuje się prąd. Kurtuazja pomieszana z faktycznym zaintresowaniem. Saami, u których gościmy, zjeździli w życiu znaczną część Europy i jak się okazuje, byli też kiedyś na krótkiej wycieczce w Polsce. Następnie roztrząsane są inne tematy: rynkowe ceny mięsa z renifera w różnych krajach Europy, niedawny powrót w te tereny wilka z wszczepionym GPS-em, który wędruje cyklicznie między Szwecją a Rosją;  wyższość wilgotnej tabaki do żucia nad paleniem papierosów (nasz Saami jest namiętnym nałogowcem, przerzucił się kilkanaście lat temu z papierosów na tabakę i twierdzi, że to lepsze rozwiązanie, bo efekt ten sam, a płuca zdrowsze).

Siadamy do obiadu. Butelka Wyborowej, marki w Skandynawii dobrze znanej i cenionej, okazuje si� upominkiem dobrze trafionym.

Siadamy do obiadu. Butelka Wyborowej, marki w Skandynawii dobrze znanej i cenionej, okazuje się upominkiem dobrze trafionym.

Kawa, ciasteczka. Siedzimy tak dobre 3 godziny.
W międzyczasie, od słowa do słowa, okazuje się, że trwa właśnie JokkMokk, doroczny, największy targ i ważny festiwal kultury Saami, mający ogromne tradycje (tegoroczny JokkMokk jest 404 w historii). Jest to jedna z większych zimowych atrakcji turystycznych północnej Szwecji. Na targ ściągaj Saami z wszystkich regionów zamieszkiwanych przez ten lud, od Norwegii po Rosję. Krótka narada i już wiemy, że wyjazd potrwa o dzień dłużej. Do miejscowości JokkMokk, gdzie obywa się i od której zapożyczył nazwę festiwal, mamy ponad 200 kilometrów. To za dużo, aby wizytę tam wcisnąć w program wycieczki, nie przedłużając jej czasu, a przecież nie możemy odpuścić takiej atrakcji. Jutrzejszy dzień poświęcamy więc na JokkMokk, a na załadunek reniferów umawiamy się na pojutrze wczesnym rankiem.

Po obiedzie ruszamy odwiedzić pobliską niewielką fermę łosi. Należy ona do tej samej rodziny Saamów, ale nie ma ona charakteru towarowego, jak renifery, raczej jest to coś w rodzaju hobby.  Na terenie 5 hektarów rzadkiego lasu i mokradeł, ogrodzonych 2.5 metrową, najmocniejszą z dostępnych na rynku siatką, żyje rodzina 7 łosi. Dorosłe sztuki były dość nieufne i mogliśmy je obejrzeć jedynie z dystansu. Ale młode łoszaki, dokarmiane przez właścicieli butelką z mlekiem, zachowują się niczym szczenięta. Po prostu chcą się bawić!
Fantastyczne zwierzęta, zrobiły na nas niesamowite wrażenie.  Niestety ich hodowla w naszych warunkach byłaby na tą chwilę niemożliwa. Łosie nieodzownie potrzebują dostępu do mokradła, jeziora, bagna – czegokolwiek, w czym można się wytaplać, a tego na naszej fermie nie możemy w żadnym wypadku zagwarantować. Poza tym, jak się dowiedzieliśmy, łoś do hodowli kosztuje około 5 tysięcy euro. Bardzo kosztowne hobby.

2 kumpli. Czasem jakbym widzia� siebie i... ? :)

2 kumpli :)

Akurat zacz��o si� �ciemnia�. Dziwne �wiat�o, a w zasadzie jego brak, spowodowa�o jednak ciekawy efekt "�osia troch� innego.

Akurat zaczęło się ściemniać. Dziwne światło, a w zasadzie jego niemalże brak, spowodowało jednak ciekawy efekt "łosia trochę innego".

Nie chce si� wierzy�, �e te zwierz�ta to m�odzie�, kt�ra nie uko�czy�a jeszcze roku �ycia. Ten �o� za rok nabierze 2 razy tyle masy co obecnie i stanie si� znacznie wi�kszy. Przestanie by� te� taki przymilny...

Nie chce się wierzyć, że te zwierzęta to młodzież, która nie ukończyła jeszcze roku życia. Ten łoś za rok nabierze 2 razy tyle masy co obecnie i stanie się znacznie większy. Przestanie być też taki przymilny...

Na koniec dnia jeszcze jedno miejsce do odwiedzenia. Kilkanaście kilometrów dalej jest miejsce w którym zaczyna się krąg polarny. To już typowo turystyczna, masowa atrakcja. Wychodzimy z samochodu na ogromnym parkingu (o tej porze roku zupełnie opuszczonym, a zapewne pękającym w szwach w okresie letnim), tuż obok tablicy informujacej o miejscu, w którym się znajdujemy. Pamiątkowa fotka i wracamy do hotelu.

Kr�g polarny. Jedno z miejsc przygotowanych dla turyst�w z tej okazji.

Krąg polarny. Jedno z miejsc przygotowanych dla turystów z tej okazji.

Jutro powrócimy na chwilę do naszych łosi, jadąc na JokkMokk.

Wyjazd po renifery – cz. I

Opublikowano 04/02/2009 o godz. 23:14, autor: Bartek
Jak zapowiadałem wszem i wobec, zaczęło się. Wyjazd po renifery stał się faktem. Zapraszam do czytania relacji z wyprawy.

Dzień 1 (środa)
Nocny prom bez problemu dostarczył nas do Szwecji. Rano ruszyliśmy na północ. Droga jest prosta. Jak powiedział nasz przewodnik, który bywał w tych rejonach już wielokrotnie: “Do Laponii jedzie się 2 dni prosto, a potem trochę w prawo”. :)
Dziś zrobiliśmy prawie 900 km. Droga jak droga. Nie będę rozpisywał się o pokonaniu 900 km autostradą. Kilka przerw na przyautostradowych stacjach benzynowych i parkingach, po drodze wcinamy kanapki, zagryzamy salami z… renifera, poprawiamy Daimsami i kawą, lecimy dalej korzystając z tego, że pogoda jest idealna, co do czego nie ma pewności względem dnia jutrzejszego.

Sztokholm niedaleko - to po�owa pierwszego dnia podr�y

Sztokholm niedaleko - to połowa pierwszego dnia podróży

Przez okno

Fotografowanie przez okno jadącego samochodu to dziś jedyna szansa na obrazki inne, niż stacja benzynowa ;)

Początkowo nic nie wskazuje na to, że jest styczeń i zapuszczamy się z każdym przebytym kilometrem prosto na północ. Mróz ledwo minus 1, śniegu brak lub brak prawie. Jednak nie da się nie zauważyć, że to druga strona Bałtyku: powszechnie widoczny matowo – buraczkowy kolor drewnianych elewacji domostw i gospodarstw jest wizytówką Skandynawii.
Za Sztokholmem w końcu zauważyliśmy, że robi się nieco bardziej zimowo. Co kilkadziesiąt kolejnych kilometrów ewidentnie śniegu na poboczach coraz więcej. W Soderhamn (trochę ponad 200 km na północ od Sztokholmu), gdzie się zatrzymaliśmy na nocleg, zima na całego. Białe zaspy wielkości od lat nie spotykanej w Polsce, chyba że w wysokich górach. Wreszcie czuć północ.

Nocleg w przydrożnym Best Western Hotel. Kelner przy kolacji z czarującym uśmiechem zadaje (zapewne “żelazne”) pytanie zapoznawczo – zaczepne: panowie na północ czy na południe?

Halo, to my :)  Pierwszy nocleg.

Halo, to my :) Pierwszy nocleg.


Dzień 2 (Czwartek)
Pobudka o 7.00.  Śniadanie, szybkie pakowanie, tankowanie samochodu. Ruszamy w drogę. Dziś podróż w zupełnie innych warunkach.

Tempo – zwykle około 60 km/h. Mimo, że napęd na 4 koła robi swoje (bez niego nie byłoby raczej szans się tu wybrać), co chwilę wyprzedzają nas inne samochody, w tym zapakowane świeżo ściętymi drzewami ogromne ciężarówki.  Po prostu, tubylcy są zaopatrzeni w kolce w oponach. Miłośnicy Volvo i Saaba nie wydają się szczególnie przejmować tym, że czarnego asfaltu, mimo stałej pracy pługów, dawno tu nie widziano.

Wyruszamy w drog� drugiego dnia. Rozpoczynamy od tankowania samochodu.

Wyruszamy w drogę drugiego dnia. Rozpoczynamy od tankowania samochodu.

Po drodze odwiedzamy znajomych Thomasa. Dom, jak wi�kszo�� na szwedzkiej wsi, w kolorze matowo - buraczkowym (farba jest dost�pna wsz�dzie i znacznie ta�sza, ni� jakikolwiek inny kolor. Tak zwany standard :)

Po drodze odwiedzamy znajomych. Dom, jak większość na szwedzkiej wsi, w kolorze matowo - buraczkowym (farba jest dostępna wszędzie i znacznie tańsza, niż jakikolwiek inny kolor. Tak zwany standard :)

W�asny, ci�ki sprz�t do uprz�tania �niegu jest na wyposa�eniu wielu gospodarzy. �opat� wiele si� nie powalczy.

Własny, cięki sprzęt do uprzątania śniegu jest na wyposażeniu wielu gospodarzy. Łopatą wiele się nie powalczy.

Pogoda si� psuje. Coraz cz�ciej jedziemy w�r�d pracuj�cych p�ug�w �nie�nych. Swoj� drog�, ciekawe czy tutejszych drogowc�w te� zima zawsze "zaskakuje"... Nie s�dz�.

Pogoda się psuje. Coraz częściej jedziemy wśród pracujących pługów śnieżnych. Swoją drogą, ciekawe czy tutejszych drogowców też zima zawsze "zaskakuje"... Nie sądzę.

Momentami jest naprawd� kiepsko. Najgorzej, kiedy co� nas wyprzedza (a dzieje si� to co chwil�), suchy jak proszek �nieg podrywa si� wtedy w tuman, kt�ry przez dobre 5-10 sekund ogranicza widoczno�� do zera.

Momentami jest naprawdę kiepsko. Najgorzej, kiedy coś nas wyprzedza (a dzieje się to co chwilę), zalegający od dawna i suchy jak proszek śnieg podrywa się wtedy w tuman, który przez dobre 5-10 sekund ogranicza widoczność niemal do zera.

Krajobraz ksi�ycowy? Sk�d�e znowu, to tylko stacja benzynowa i parking w p�nocnej Szwecji.

Krajobraz księżycowy? Skądże znowu, to tylko stacja benzynowa i parking w północnej Szwecji.

Nie tylko gospodzarze na wsi, ale te� ka�da stacja benzynowa na p�nocy ma swoj� "�opat� do odgarniania �niegu". Poza tym - c�, mam s�abo�� do fotografowania tego typu zabawek...

Nie tylko gospodzarze na wsi, ale też każda stacja benzynowa na północy ma swoją "łopatę do odgarniania śniegu". Poza tym - cóż, mam słabość do fotografowania tego typu zabawek...

Na miejsce , do hotelu, dojeżdżamy późno, bo po godzinie 23.00.  Kolejne prawie 800 km za nami. Nadal jesteśmy w Szwecji, w regionie  Norbotten, tuż przy granicy z Finlandią. Stąd wszystkie cele, jakie musimy jutro odwiedzić, są nie dalsze jak 100km, więc można spokojnie obrócić w obie strony w ciągu dnia.
Jak się okazuje, zajmujący się hodowlą renów lud Saami (Saamów potocznie nazywa się Lapończykami, choć dla każdego Saami określenie “Lapończyk” jest wręcz obraźliwe), rozproszony na terytorium Norwegii, Szwecji, Finlandii i Rosji, właśnie tutaj posiada jedne z największych stad tych zwierząt. Zatrzymujemy się w hotelu położonym tuż nad skutą lodem rzeką.

Nasz karawan zaparkowany pod hotelem.

Nasz karawan zaparkowany pod hotelem.

 

Zastanawiali�cie si� kiedy�, jak sobie radz� Szwedzi przy tych temperaturach z odpalaniem samochod�w? Ot� ka�dy kto tu mieszka (i ka�dy kto tu przyje�d�a i ma troch� do�wiadczenia) posiada specjaln� elektryczn� instalacj� podgrzewaj�c� silnik i misk� olejow�. Ka�de miejsce parkingowe pod ka�dym hotelem jest wyposa�one w przy��cze, wida� je tak�e niemal przy ka�dym domu, gdy nie posiada gara�u. Samochody zostaj� na noc pod��czone do pr�du, a rano nawet stare diesle odpalaj� jak latem. To zdj�cie dedykuj� wszystkim, kt�rzy czasem maj� z tym problem... ;)

Zastanawialiście się kiedyś, jak sobie radzą Szwedzi przy tych temperaturach z odpalaniem samochodów, szczególnie diesli? Otóż każdy kto tu mieszka (i każdy kto tu przyjeżdża i ma trochę doświadczenia) posiada specjalną elektryczną instalację podgrzewającą silnik i miskę olejową. Każde miejsce parkingowe pod każdym hotelem jest wyposażone w przyłącze, widać je także niemal przy każdym domu, gdy nie posiada garażu. Samochody zostają na noc podłączone do prądu, a rano nawet stare diesle odpalają jak latem. To zdjęcie dedykuję wszystkim, którzy czasem mają z tym problem... ;)

Mimo tego, że jest już niemal środek nocy, nie mogę odmówić sobie krótkiej wycieczki po miasteczku z aparatem i statywem. Po 2 dniach ciągłej podróży i “fotografowania” głównie przez okno jadącego samochodu, możliwość wykonania na spokojnie paru zdjęć wydaje się nienaturalnie atrakcyjna.
W naszym miasteczku dominuje  typowe budownictwo skandynawskie, każda elewacja wykonana z drewna pomalowanego na jeden z 4 matowych kolorów: buraczkowy, błękitny, żóty lub – najmniej popularny – kremowy. Jakby chcąc sobie zrekompensować występujący na tej szerokości geograficznej o tej porze roku naturalny niedobór światła, zainwestowano bardzo mocno w oświetlenie uliczne. Latarni jest mnóstwo (wszystkie sprawne), nawet w bocznych uliczkach jest jasno jak w dzień. Podczas prawie godzinnej wędrówki z aparatem nie zauważyłem jednak żywej duszy, z wyjątkiem jednego maniaka zasuwającego gdzieś o godzinie 0.30 z kijkami do nordic walkingu.
Zalegający od tygodni na ulicach i chodnikach śnieg jest mocno wysuszony i okrutnie skrzypi pod butami. Mam ciągłe wrażenie, że skrzypiąc w ten sposób, za chwilę zbudzę całe miasteczko (cisza jest taka, jakby żywe istoty stąd wywiało).
W oczy rzuca się natomiast ciekawe zjawisko: padający delikatnie śnieg przy temperaturze minus 17 stopni. W Polsce to się nigdy nie zdarza, graniczną temeraturą przy której występują jakiekolwiek opady jest około minus 2-3 stopnie C.

Noc w miasteczku - spok�j i cisza.

Noc w miasteczku - spokój i cisza.

Kot w oknie - nic takiego, ale jako� wzbudza sympati�.

Figurka kota w oknie - nic takiego, ale jakoś wzbudza sympatię.

Saami to protestanci (z wyj�tkiem Saami, kt�rzy maj� przyjemno�� mieszka� na terenie Federacji Rosyjskiej, oni przyj�li prawos�awie). W centrum miasteczka stoi protestancji zb�r.

Saami to protestanci (z wyjątkiem Saami, którzy mają przyjemność mieszkać na terenie Federacji Rosyjskiej, oni przyjęli prawosławie). W centrum miasteczka stoi protestancki zbór.

 

Jutro przez cały dzień kręcimy sięw bliższej i dalszej okolicy. Zobaczymy fermę reniferów i łosi. Spotkamy się też z Saami, którzy prowadzą owe hodowle. Czas najwyższy przekazać wiezione z kraju “polskie prezenty”, których zapas z wieczora na wieczór topnieje, w przeciwieństwie do śniegu za oknem ;)
Szykuje się interesujący dzień.